sobota, 18 lutego 2012

TAG: 5 kosmetycznych rzeczy, których wcale nie chcę mieć...

Dziś w końcu wzięłam się za zrobienie tego taga, trochę mi zajęło zanim dokładnie wybrałam te pięć pozycji, bo nie był to prosty wybór, tym bardziej, że ja lubię testować i zmieniać swoje zdanie. Jednak udało mi się coś skompletować i oto powstała moja lista "NIE", chyba każdy tego typu tag jest kontrowersyjny i co dla niektórych jest objawieniem, dla innych koszmarem. 
Sama przeziębiłam się strasznie (pewna osoba mnie skrzętnie zaraziła :P) i teraz zużywam tony chusteczek higienicznych... Trzymajcie kciuki, abym do poniedziałku się wykurowała, nie mam niestety czasu na studiach leżeć w łóżku (ba, nawet nie mogę :/). A teraz....
Zapraszam do mojej odpowiedzi na tag:)
Już trzy cudowne osóbki mnie otagowały:
Którym za to serdecznie dziękuję :)
Zasady :
- napisz, kto Cie otagował i zamieść zasady TAG'u
- zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki ( akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:

- maja tańsze odpowiedniki
-są przereklamowane
- amatorkom są niepotrzebne
- bo to sposób na niepotrzebne wydatki...
...i krótko wyjaśnij swój wybór
- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek

Ja wybrałam takie pozycje, 
  1. Ziaja
    Przejechałam się na tej firmie już nie raz i mówię jej stanowczo NIE! Bardzo mało prawdopodobne, że cokolwiek już od nich kupię.
  2. Kosmetyki Essence i limitowane edycje tej marki
    Nigdy nie się nic u nich do końca nie podoba, miałam parę produktów i byłam z nich bardzo niezadowolona, dla mnie słaba jakość wielce rozdmuchana. Ale jest to tylko i wyłącznie moja opinia. I nikogo nie chcę nią urazić. Ale nie wypieram się, że jeśli coś mi się wyjątkowo spodoba to kupię.
  3. Szamponów z drogeryjnych typu Rossmann, Natura itp. Mam na myśli tutaj szampony np. Head & Shoulders, Garnier, Pantene, L'Oreal, Syoss itd. Za każdym razem kiedy mi się zdarzało ich używać moje włosy były bardzo niezadowolone, puszyły się na wszystkie strony, intensywnie przetłuszczały i zdarzało mi się przez niektóre mieć łupież. Z takich sieciówek toleruję tylko i wyłącznie szampony dla dzieci, zwłaszcza moje pędzle je lubią.
  4. Rimmel match perfection
    Wszyscy się nim dookoła zachwycają, a we mnie nie wzbudza jakiś wielkich ahów i ohów - jest przereklamowany. Forma aplikacji ze słoiczka, również mi nie odpowiada przynajmniej nie przy podkładach takiej konsystencji. Wolę to co mam, chyba że zdziałałby cuda, ale jakoś mnie kompletnie nie kusi.
  5. Wielkiej gotowej palety cieni z wszystkimi kolorami
    Wolę sama dobrać cienie i mieć więcej palet. Jestem indywidualistką i każdy cień skrzętnie wybieram, dlatego taka wielka paleta np. 120 cieni mnie nie interesuje. Tym bardziej, że nie maluję zawodowo, ani nie będę tego nigdy robić i taki dodatek były zbędny dla mnie. W dodatku zazwyczaj takie palety mają bardzo małe cienie, co też mi się nie podoba, bo lubię czuć wkład i mieć miejsce, na schwytanie cienia ;).
To koniec mojej listy :). Z pewnością wiele osób się ze mną nie zgodzi, inne zgodzą :). Ważne, aby człowiek wiedział czego nie lubi, a co lubi :).
Nie umieszczałam żadnych zdjęć, bo nie chciałam się bawić w ich szukanie prze googla i grzebanie potem w źródłach ;). Myślę, że samo wymienienie produktów i krótki komentarz wystarczą.

Kogo taguję.... nie wiem :) Bierzcie tag i się nim cieszcie, jakoś nie umiem kogoś namawiać, aby takie tagi robił :), bo nie wiem, kto już go otrzymał i zrobił, więc kto ma ochotę go sobie zrobić proszę brać :).

piątek, 17 lutego 2012

Sylveco Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu

Sylveco Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu
Patrząc na niektóre blogi gdzieś znalazłam ten ciekawy produkt Sylveco i od razu jak przeczytałam o nim informacje zapragnęłam go wypróbować, wyglądał na idealny. Jest to produkt wykonany z naturalnych surowców. Na stronie producenta możemy o niej wielu ciekawych rzeczy się dowiedzieć - Producent Sylveco pomadka ochronna
Nie zachowałam, albo mam w mieszkaniu kartonika od pomadki, może później w razie czego dorzucę jakieś jego zdjęcia.
Tak, więc kiedy otrzymałam pomadkę poczekałam jeszcze, bo kończyła mi się wtedy Tisane w sztyfcie i wiązałam z nią wielkie nadzieje, bo produkt kosztuje niewiele, a miał tyle dobrych składników olej rokitnikowy o którym możemy przeczytać na ich stronie, w skrócie regeneruje, uśmierza ból, zaliczany do produktów przeciwzmarszczkowych, poprawia stan włosów (co akurat do pomadek się nie tyczy ;)). Zawiera witaminy witaminy A, C, E, K, prowitamina D, kwas foliowy - cud miód. Urzekła mnie również betulina składnik aktywny, który koi, regeneruje.
Wspaniały produkt za niewielką cenę!
Cena:7.78
 
Producent o swoim produkcie:
"Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu znakomicie nawilża i natłuszcza usta, zapobiega ich pękaniu i wysychaniu. Doskonale chroni przed słońcem, wiatrem i mrozem. Zawiera bogaty w witaminy i przeciwutleniacze olej rokitnikowy, sprawiając, że usta są odżywione, miękkie i elastyczne. Aktywny składnik – betulina – działa kojąco i regenerująco na podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Pomadka posiada delikatny zapach cynamonu.
Waga: 4,4 g (sztyft).
Sposób użycia: pomadkę stosować kilka razy dziennie.
Przebadana dermatologicznie. Numer w rejestrze KSIoK: RK/258164/2009." LINK!

Opakowanie (zacznę od negatywnych stron)
Uważam, że tutaj producent kompletnie olał jakiekolwiek potrzeby normalnej osoby korzystającej z pomadek. Opakowanie jest tak słabej jakości, że już nie raz sięgałam do kieszeni kurtki, torebki, a tutaj moja pomadka była otwarta, a na niej pyłki i inne kurze.Praktycznie nie potrzeba używać siły by ją otworzyć. Słaby plastik. Tym bardziej, że wymieniłam zużytą pomadkę Tisane w sztyfcie na tą i to była ogromna różnica.
Jeśli chodzi o opakowanie jestem zawiedziona. Nie wiem czy na zdjęciach da się to zauważyć, ale na dole przy pomarańczowej kręcącej się części już zaczęłam mi pękać! Skandal, przecież to chyba nie tak trudno zrobić dobre opakowanie, psuje od razu całokształt pomadki, która jest moim zdaniem dość interesująca i dobrze działała. Z pewnością, gdyby upadła by mi na chodnik z pewnością nie miałabym za bardzo czego niestety zbierać.
 Zapach
Przyjemny, chociaż na początku ciężko było mi się przestawić na niego. Zapewne jest to spowodowane faktem, że nigdy nie przepadałam za cynamonem, dopiero ostatnio się do niego przyzwyczaiłam. Ale kiedy już przywykłam do zapachu i konsystencji pomadki, stała się miłym dodatkiem na ustach.
Działanie
Jest takie jak powinno być, nawilża i zapewnia odpowiednią ochronę ustom. Nie pękają, ani nie są spierzchnięte. Moim zdaniem są bardzo dobrze pielęgnowane przez naturalne składniki pomadki. Wręcz powiem, że usta są bardzo zadowolone, że jej używałam. Spełniła w sumie wszystkie obietnice, o których mówi nam producent. Podczas stosowania tej pomadki, w ogóle nie potrzebowałam robić jakichkolwiek peelingów na ustach. Co jest rzadkością u mnie.
Mam wrażenie, że usta są odpowiednio odżywione, miękkie i przyjemne w dotyku. Nawet mojemu chłopakowi się podobają ;).
Kolor pomadki ochronnej na ustach
Jest raczej bezbarwna, ale może być czasem widać lekką poświatę tego pomarańczowego odcienia puki części pomadki się nie wchłonie. Na ustach jest to niezauważalne tak naprawdę.
Trwałość mechaniczna pomadki
Bardzo się rozpuszcza (nawet jak na noc włożyłam ją do lodówki) i co dziwne przy mrozach -15stopni kiedy chciałam pomalować usta nią złamała mi się! To chyba pierwszy raz kiedy jakakolwiek moja pomadka uległa takiemu zniszczeniu i to przy mrozie. Jakoś jednak złapałam ją ustami i potem włożyłam z powrotem do opakowania, nadal jest niestabilna. Moim zdaniem jest to wina opakowania, które źle chroni produkt.
Kleją się do niej wszelki możliwe kurze z otoczenia(bo pomadka się otwiera), które jest ciężko potem z niej zebrać. Możliwe, że zauważycie je również na zdjęciach. Nie mam jak ich do końca zebrać, bo wyłamałaby mi się do końca.
 
Ocena samej pomadki jej rezultatów: 9/10 
Sam produkt jest naprawdę bardzo dobry, nawilża, regeneruje i nie miałam żadnych problemów z ustami ostatnio. A przecież były porządne mrozy kiedy ją używałam. Uważam też, że jest produktem dość wydajnym
Ocena opakowania: 2/10
Ocena (średnia arytmetyczna) produktu: Niestety z żalem 5,5/10. 
Mimo naprawdę dobrego do niej nastawienia i dobrych efektów nie spełnia w żaden sposób norm mechanicznych i wytrzymałościowych przynajmniej u mnie.
Czy kupię ją ponownie?
Raczej nie, z powodu opakowania. Wolę zainwestować w coś zupełnie innego niż męczyć się ze złym opakowaniem, a na podobne efekty mogę liczyć w innych pomadkach, może mniej naturalnych, ale trudno.

Tak była moja decyzja do momentu, dostałam odpowiedź od przesympatycznej Pani Joanny, wtedy ciut zmieniłam zdanie.
Ale jeśli będzie tak jak mówi Pani Joanna, z którą się kontaktowałam w sprawie pozwolenie o udostępnienie danych z ich strony na moim blogu to odpisała mi:
"Odnośnie opakowań na pomadki, chciałabym poinformować, że w najbliższym czasie będą one dostępne już w nowych sztyftach, z trwalszego tworzywa i w odświeżonej szacie graficznej."  biuro@sylveco.pl
Tak więc istnieje prawdopodobieństwo, że jednak się nimi zainteresuję. Bo najbardziej przeszkadzało mi opakowanie, a niestety przez to rzutowało to na moją opinię o produkcie, który jest dobry.

A Wy używałyście produktów Sylveco? Chciałabym znać Wasze zdanie na ten temat? :)
Firma Sylveco pozwoliła mi na udostępnienie ich opisów produktów na moim blogu. Za co im Serdecznie Dziękuję :) Jednocześnie w żaden sposób nie współpracuję z firmą Sylveco i produktu kupiłam sama ;)

czwartek, 16 lutego 2012

KissBox - wyjaśnienie?

Ależ ostatnio afery boxowe. 
Szkoda słów, sama już straciłam ochotę wypowiadania się na ten temat i Kochane przekierowuję Was to grudnownie przygotowanej notatki na ten temat u

Zamieszczamy Wam oficjalne stanowisko i informacje uzyskane od dystrybutora produktów IsaDora w Polsce – firmy Baltic Company:

W celu uzyskania informacji dot. przydatności do użytku produktów przekazanych dla Klientów KissBoxa, zwróciliśmy się z prośbą o wyjaśnienie tej kwestii do właściciela marki w Szwecji. Otrzymaliśmy następujące oświadczenie:

„Uprzejmie informujemy, że kody drukowane na naszych kosmetykach służą jedynie do identyfikacji konkretnej partii w procesie produkcyjnym. Termin przydatności produktów zależy wyłącznie od czasu, który minął od pierwszego ich otwarcia. W przypadku naszych tuszy do rzęs okres ten wynosi 6 miesięcy, a w przypadku błyszczyków Fruity Amazing Glaze Coconut - 12 miesięcy.
Jest nam bardzo przykro, że informacji o okresie przydatności po otwarciu brakowało na dostarczonych błyszczykach. Chcielibyśmy zapewnić, że zdarzyło się to po raz pierwszy. Jednocześnie, chcemy podziękować na zwrócenie na ten fakt naszej uwagi. Z pewnością pozwoli nam to uniknąć podobnych przypadków w przyszłości.
Sprawdziliśmy kody partii dostarczonych do Państwa produktów i możemy potwierdzić ich jakość oraz bezpieczeństwo użycia.”

Jeśli chodzi o internetowe strony dekodujące kosmetyki, to uzyskane za ich pośrednictwem informacje często mogą dotyczyć daty rejestracji formuły, bądź daty pierwszej serii produkcyjnej. Ani dystrybutor, ani producent kosmetyków nie gwarantują i nie ponoszą odpowiedzialności za poprawność funkcjonowania tych stron ani za informacje uzyskane za ich pośrednictwem.
Marka IsaDora zawsze dba nie tylko o najwyższą jakość ale również wykorzystuje wszelkie opinie i komentarze na tak by tworzyć coraz lepsze i cieszące się pełnym zaufaniem kosmetyki.
Chcąc podziękować za otrzymane opinie oraz udział w dyskusji, Firma Baltic Company zdecydowała przekazać wszystkim Paniom, które zakupiły trzecią edycję Kissboxa upominek w postaci naszego najnowszego tuszu do rzęs IsaDora - Big Bold Mascara.
Tusze zostaną Paniom dostarczone za pośrednictwem Kissbox, szczegóły przekażemy w najbliższym czasie.

Z poważaniem,
Baltic Company”

Dla uściślenia kwestii związanych z przydatnością:
W Internecie pojawiło się wiele wpisów dotyczących przydatności kosmetyku od jego otwarcia.
Poniżej komentarz do tych wypowiedzi:

„Co do nadrzędności PAO (Period After Opening – Okres przydatności po otwarciu) nad kodami umieszczonymi – sytuacja jest klarowna i zapisana w prawie polskim jak i unijnym (Pełna treść ustaw znajduje się w źródle - na samym dole wpisu).
Podanie terminu trwałości nie jest wymagane, jeżeli minimalny okres przydatności kosmetyku do użycia wynosi więcej niż 30 miesięcy. W tym przypadku należy umieścić znak graficzny (symbol otwartego słoika) oraz podać, wyrażony w miesiącach lub latach, czas, po jakim od otwarcia opakowania kosmetyk może być stosowany bez stwarzania zagrożenia dla zdrowia użytkownika, tzw. PAO (Period After Opening). Jest to czas, w którym producent gwarantuje bezpieczeństwo zdrowotne kosmetyku.”

Dla zainteresowanych wnikliwym rozwinięciem tematu. Poniżej linki do tekstów ustaw (zarówno regulujących prawo w Polsce jak i w na terenie całej Europy) związanych ze sprawą:

1. Ustawa o kosmetykach: http://www.kosmetyczni.pl/pdf/Dz.U.%202001%20nr42%20poz.473.pdf
2. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 30 marca 2005 r.: http://www.kosmetyczni.pl/pdf/Dz.U.%202005%20nr%2072%20poz.%20642.pdf
3. Council Directive 76/768/EEC: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ%3AL%3A2003%3A066%3A0026%3A0035%3Aen%3APDF
4. Directive 2003/15/EC: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ%3AL%3A2003%3A066%3A0026%3A0035%3Aen%3APDF
5. Stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego: http://www.kosmetyczni.pl/pdf/GIS_PAO_lip_08.pdf
6. Practical implementation of Article 6(1)(c) of the Cosmetics Directive (76/768/EEC): http://ec.europa.eu/enterprise/sectors/cosmetics/files/doc/wd-04-entr-cos_28_rev_version_adoptee20040419_en.pdf  "

RIVAL de Loop Hydro Rossmann - Cudowne rybunie

Spokojnie tym razem kupione :P, dla całej rodziny i nie tylko!

RIVAL de Loop Hydro Rossmann
Dziś w Tłusty Czawartek przybyłam do Was z uroczym produktem dostępnym w Rossmannie, który uwielbiam i już od dawna stosuję, mianowicie mam na myśli fantastyczne rybki. Produkt nie za drogi, a jaki użyteczny i pomocny w pielęgnacji!
Czemu, akurat dziś o nich wspominam? Bo po pierwszej mojej styczniowej kuracji kwasami, w gabinecie kosmetycznym moja skóra potrzebowała bardzo intensywnego nawilżania, regenerującego natychmiast. Buzia tym chłonęła po prostu hektolitry wszystkich produktów i nie mogłam sobie z tym wszystkim poradzić. Skóra schodziła porządnie. 
Wtedy przypomniało mi się właśnie o tym produkcie, który bardzo lubiłam i jeszcze tego samego dnia powędrowałam do drogerii, aby zakupić moje magiczne stworzonka. Partia, którą Wam pokazuję to druga zakupiona w tym roku - na zapas. Nie stosuję ich za tak często, przyglądam się mojej buzi, i reaguję wtedy kiedy widzę, że jej czegoś potrzeba. A te cudaki do tego sprawdzają się świetnie.
To jeden z elementów, które ratowały mnie w styczniu, niebawem zagości też recenzja kremu jaki wtedy używałam i który zachwycił mnie :).
Mój typ skóry!
Uważam, że jestem posiadaczką cery mieszanej. Przetłuszczającej się w strefie T, z problemami z rozszerzonymi porami, ale jednocześnie zdarza mi się zwłaszcza w takim jak ten okresie, że potrzeba jej bardzo dużego i intensywnego nawilżania - wręcz jak dla cery suchej. Można powiedzieć, że sezonowo moja buzia ma różne skłonności i raz jest taka raz taka. Dlatego pielęgnacja takiego typu skóry, nie należy do prostych. Tym bardziej, że zdarza się jej być jeszcze wrażliwą i możliwe, że przez moje rumieńce kiedyś mogę mieć problemy z naczynkami, więc staram się o nią dbać jak najlepiej - proste to, to nie jest z takimi humorami ;P. Moje policzki są bardzo delikatne i czasem niewiele im potrzeba, aby były prześlicznie rumiane.
A teraz rybki do dzieła! Pokażcie swój potencjał :P.
Skład rybulek 
Cenię sobie krótkie składy, ale nie zawsze się nimi przejmuję ;), odkąd z Wami jestem bardziej sprawdzam, co w danym kosmetyku jest. Tak zrobiłam się jakaś wnikliwa ;).
Bardzo lubię, jak w kosmetykach występuje witamina E. Dlaczego? Przeczytajcie opracowany przeze mnie tekst na jej temat. Starałam się ująć jej najważniejsze działanie dla naszej skóry.
Witamina E w kosmetyce
Jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach. Przeciwutleniacz, zabezpiecza nienasycone kwasy tłuszczowe przed utlenianiem i ochrania błony komórkowe - tak uczyłam się zawsze w szkole.
Ale co więcej kryje w sobie niepozorna istotka?
Jest drugą często używaną w kosmetykach witaminą zaraz po witaminie C. Chroni nasze kosmetyki przed ich rozkładem. Pomaga w walce z wolnymi rodnikami, które tak bardzo niszczą naszą skórę. Przyśpiesza proces odnowy naszej skóry. Działa kojąco i przeciwzapalnie. Dobrze nawilża naszą skórę poprzez zatrzymywanie wody w naskórku. Zapobiega powstawaniu podrażnień i oparzeń słonecznych. Poprawia ukrwienie skóry i zwiększa elastyczność tkanki łącznej.
Witamina E przeciwdziała degeneracji skóry, chroni ją przed niekorzystnych działaniem czynników pochodzących ze środowiska. Dobrze ujędrnia, natłuszcza, nawilża, a także wygładza naszą skórę. Oczywiście to nie wszystkie jej zalety. Ma ich jeszcze w zanadrzu trochę.
Nasza kochana witamina młodości i płodności!
A oto i małe cudeńka w roli głównej:
Już z samego wyglądu bardzo mi się podobają, lubię błękity, a te prezentują się bardzo fajnie. W końcu kosmetyki nie tylko mają skutkować, ale cieszyć nasze oczy i inne zmysły.
Dla kogo jest przeznaczony ten produkt wg. mnie?
Już samo słowo na nich "Hydro" nastawia nas na nawilżanie, więc tego się trzymajmy. 
Według mnie przede wszystkim dla posiadaczek cery suchej. Tej, która potrzebuje natychmiastowej regeneracji spowodowanej różnymi czynnikami zewnętrznymi, bądź słonościami naszej skóry. Na pewno odradzam go osobą o skórze tłustej, ale to chyba naturalne :). Jeśli chodzi o przedział wiekowy, to raczej każdemu będą służyć i młodszej i starszej. Bo przecież nawilżenie nie niesie w sobie nic groźnego.
Konsystencja, zapach
Produkt jest oleistą cieczą, jak na rybki przystało nie pachnie może za ładnie, ale już przy nakładaniu na skórę, nasza buzia czuje ukojenie.Samą konsystencję można porównać do bardzo lekkiego oleju, który szybko wchłonie się w buzię. Chociaż jeśli użyjemy dużej ilości produktu - bo wbrew pozorom z tych rybek można wybrać produktu spokojnie na całą buzię, szyję i nawet dekolt - to niestety zostanie nam oleista powłoczka na skórze. Więc ostrożnie Panny :).
Działanie
Nawilża, regeneruje, odżywa skórę twarzy. Koi wysuszone miejsca, a suche skórki znikają. Po kuracji skóra jest odbudowana i czuje, że ktoś o nią zadbał. Przy używaniu tego jako kuracji skóra po pewnym czasie jest odpowiednio nawilżona i nie jest to efekt krótkotrwały, jakim jest przy stosowaniu jednej, co jakiś czas.
Produkt nigdy mnie nie podrażnił, nie zauważyła też żadnych środków ubocznych, ani zapychania chociaż mam duże ku temu skłonności zawsze.
Dużym plusem jest również, że przy aplikacji tego produktu nawilżamy nasze dłonie, zdarzało mi się również aplikować na zmasakrowaną ich skórę i pomagały ;).
Więcej można też przeczytać w skrócie na dole - PLUSY :)
Jak ja rybki stosuję?
Dla mnie jest to przede wszystkim kuracja. Nie używam ich cały czas. Nie stosuję tego produktu cały czas. Tylko okazjonalnie, kiedy widzę, że coś moja skóra za bardzo się przesusza, widzę suche skórki - wtedy lecę po nie i używam je codziennie wieczorem po demakijażu pod krem również nawilżający. Efekt następnego dnia jest fenomenalny. Kurację prowadzę przeważnie przez 7 dni, potem kiedy się rybki kończą, zaprzestaję ich używania. Zdarza się, że używam je doraźnie, więc często spokojnie leżą sobie w moim pudełeczku i czekają na swoją kolej. Przede wszystkim musimy obserwować, co nam w danej chwili jest potrzeba. Nie jest to proste, ale to najlepsza metoda na problemy ze skórą :). Wiem to, bo posiadaczki cery mieszanej nie mają lekko.
Po aplikacji rybek odczekuję trochę, aby ten preparat się dobrze wchłonął, zwłaszcza jak położyło się jego więcej. A następnie smaruję buzię, szyję i dekolt kremem, tym co zwykle na noc i później idę spać. Zdecydowanie lepiej wchłaniają się po peelingach.
Urzekł mnie ten kształt kwiatuszka, który pasuje do tła. A wiecie, że zauważył go dopiero kiedy oglądałam zrobione zdjęcia - mały cud matki natury ;)
Plusy
+dobrze się nakłada produkt na buzię;
+nie zabiera dużo miejsca w kosmetyczce;
+łatwo dostępny - drogerie Rossmann;
+dobrze się nakłada je na twarz;
+nawilżą, regeneruje;
+higieniczne opakowanie;
+dobrze się wchłaniają;
+kuracja - nie muszę stosować cały czas, aby osiągnąć satysfakcjonujący efekt;
+cera po jej zastosowaniu jest gładka, przyjemna, a następnego dnia widać poprawdę;
+cieszy oko :);
+brak jakichkolwiek oznak podrażnienia skóry;
+prosta w użyciu;
+porządnie odżywia skórę;
+sprzyjająca cena coś ok. 6zł, często są na nie promocje w Rossmannie.
Minusy
-może komuś przeszkadzać, że ciecz jest bardzo oleista, która natłuszcza skórę- ale dla mnie to jednak nie jest minus :).
Dla mnie przy używaniu tego produktu jako kuracji, minusów brak.
Ocena: 9,75/10  
Uważam, że sprawdzają się u mnie w 99%. Naprawdę mogę je spokojnie polecić osobą, które potrzebują natychmiastowego nawilżenia. Buzia po ich zastosowaniu jest przyjemnie gładka i miękka w dotyku. Lubię ten efekt po. Bo wiem, że produkt mi służy. A taka akcja regeneracja jest nam od czasu do czasu potrzebna.
P.s. Kochane dziękuję wam za Waszą obecność na moim blogu. Wejść na niego było już 11 009 - DZIĘKUJĘ. Oczywiście nie zapominam również o osobach mnie obserwujących. Przebita 200! Nie spodziewałam się nawet, że kogoś mogą moje wypociny zainteresować. Nie zawsze to komentuje, ale wiedzcie, że obserwuję takie drobiazgi :). Jeszcze raz DZIĘKUJĘ WAM!


Informacje o GlossyBox na bieżąco, w razie potrzeby będzie nowy post :):
Post u mnie o GlossyBox - LINK!

Źródło: Facebook GlossyBox

Kolejne informacje o GlossyBox

Źródło: GlossyBox - facebook
 Kochane moje, chyba każda z nas, która namiętnie oczekiwała na pojawienie się sławnego pudełeczka GlossyBox wczoraj wpadła w małą euforię - ruszyli!
Jednak nie do końca, my skrzętne blogerki od razu zauważyliśmy, że ich strona zaczęła działać, mimo że nie dali żadnego info o tym :). Dziś za to niektóre zauważyły, że strona nie działa.
GlossyBox właśnie napisał info na swoim facebooku odnośnie tej sytuacji:
Tak więc kochane nie ma się, co obawiać i stresować, ani też ich oskarżać. Bo w końcu Oficjalnego startu nie było, gdyby takowy się pojawił natychmiast Was poinformuję :).
Buziaki! Wasza Lyna_sama

EDIT 1
Taką informację dostałam właśnie na e-maila, więc Kochane nie ma się, o co martwić!

"Informujemy, że wciąż pracujemy nad naszą stroną www. Obecnie została ona chwilowo zamknięta, ale jak tylko będziemy pewni, że wszystkie usługi są w pełni sprawne udostępnimy ja na nowo. Wszystkie zamówienia zostały odnotowane w naszym systemie i nie usuwamy ich. Zamówienie powinno być widoczne w Pani profilu klienta, gdy tylko na nowo uruchomimy stronę. Proszę wówczas sprawdzić status płatności. Gdyby wciąż były wątpliwości proszę o kontakt.

Przepraszamy za zaistniałą sytuację i prosimy o odrobinę cierpliwości,

łączymy pozdrowienia,
Zespół GlossyBox!" kontakt@glossybox.pl

EDIT 2
Po wymianie kilku e-maili z załogą GlossyBox dowiedziałam się, że moja wpłata przez PayPal jest w ich systemie i pudełeczko jest zapłacone i zarezerwowane dla mnie, co bardzo mnie cieszy :).
Teraz tylko czekam, aż uruchomią normalnie stronę, by te informacje na swoim koncie również znaleźć. W razie czego mam się z nimi ponownie skontaktować.

środa, 15 lutego 2012

GlossyBox ruszył!!! - nieoficjalnie

 Moje kochane! Post bardzo na szybko! Właśnie ruszył Polski Glossy Box! Kupiłam boxa właśnie!
Jego koszt to 49zł!
Zamówienia można dokonać na ich stonie internetowej
http://www.glossybox.pl/
Skusicie się? Ja już od dawna o nim marzyłam!
Zdjęcia pochodzą z facebooka GlossyBoxa
 
WAŻNE!
Płatność tylko przez Internet - kartami kredytowymi, nie każdą debetową i przez PayPala ja zapłaciłam właśnie przez niego!

Data dostarczenie: Pierwszy tydzień marca - można powiększyć sobie Screeena klikając na niego ;) 

EDIT
GlossyBox na facebooku napisał:
"Dziękujemy za ogromne zainteresowanie naszym pudełkiem. Nie informowaliśmy was jeszcze o tym, że już można kupować pudełka, gdyż chcieliśmy sprawdzić czy wszystko jest OK. Jeśli jednak ktoś już zamówił i miał kłopoty związane z zamówieniem, piszcie do nas na mail: kontakt@glossybox.pl. Odpowiemy Wam indiwidualnie tak szybko jak możliwe. Wiemy o problemie z płatnością Paypal i jesteśmy w trakcie jego rozwiązywania."
Więc jeśli, któraś miała problem z płatnością piszcie ;) 

Blog GlossyBoxów: http://blog.glossybox.pl/

Zakupy: Yves Rocher demakijaż

 
W końcu prószy śnieg za oknem, a ja odpoczywam sobie w domku :) i mam dla Was kolejnego posta...
Zapraszam!
Jako, że ostatnio pokazywałam Wam denko z produktami do demakijażu musiałam, coś kupić, by zmywać makijaż. W sytuacji kryzysowej hydrolat aloesowy pomógł mi rozpuścić tusz to rzęs i jestem ogromnie zdziwiona, że nim udało mi się zmyć makijaż :D.
Zastanawiałam się dłuższą chwilę, co wybrać. Jakoś po złym obliczu Ziaji stwierdziłam, o nie nie kupuję tym razem w Rossmanie. Ale jak nie tam to gdzie? I tu porządki w portfelu się przydały, bo zauważyłam jakiś kupon z Yves Rocher, że przy zakupach otrzymamy gratis w postaci płynu do demakijażu oczu. Kiedyś kiedy jeszcze zdarzyło mi się kupić u nich coś częściej byłam z takich zakupów zadowolona. Tym samym stwierdziłam raz kozie śmierć i zobaczymy, jak u YR wygląda demakijaż :).
Z firmą Yves Rocher mam jedno sympatyczne wspomnienie. Kiedyś koleżanka kupiła mi na urodziny balsam do ciała ojjj... było to chyba z 5 może 6lat temu. Był on w jasno niebieskiej tubie, nawilżający. Nakładał się jak marzenie, uwielbiałam ten kosmetyk, niestety zmienili kolekcje i kiedy chciałam go sobie kupić były już tylko balsamy w butelkach, które wtedy mi się nie podobały - nie mieli żadnych pompek. Za każdym razem później wychodziłam od nich z pustymi rękami. Tylko kilka razy kupiłam coś porządniejszego, linia z Arniką jest bardzo dobra z mamą lubiłyśmy ją używać. Nadal jakoś się łudzę, że mój ulubieniec kiedyś w podobnej formie powróci, bo żaden balsam do ciała nie podobał mi się jak tamten :). Może sentyment? Pewnie tak. To tyle mojego wstępu!
A produkty, które kupiłam to:
  • Pur Bleuet woda do demakijażu twarzy i oczu z wyciągiem z bławatka bio 200ml;
  • Pur Bleuet delikatny płyn do demakijażu wrażliwych oczu z wyciągiem z bławatka bio 50ml - próbka, którą dostałam od Yves Rocher.
 
A tutaj etykiety najpierw idzie woda do demakijażu twarzy i oczu (jest mały błąd o pojemności produktu powinno być 200ml):
A teraz gratis delikatny płyn do demakijażu wrażliwych oczu, już po pierwszym użyciu przypadł mi do gustu, ale zobaczymy jak będzie się sprawował dalej:
Jak na razie jestem pozytywnie nastawiona do tych kosmetyków, mam nadzieję, że entuzjazm się utrzyma. Po pierwszych dwóch zastosowaniach jestem zdecydowanie bardziej zadowolona niż byłam ostatnio, ale na recenzję będziemy musiały poczekać, aż trochę zużyję te produkty, a to niestety, ale trochę potrwa.
A wy kiedyś miałyście z Yves Rocher kiedyś do czynienia? Jakie są Wasze emocje w stosunku do tej firmy?
 KissBox - ciąg dalszy...
 
Sprawa KissBoxa jeszcze nie wyjaśniona chciałabym wiedzieć, co na ten temat ma do powiedzenia dystrybutor IsaDora. U mnie maskara prezentuje się dobrze, a błyszczyk jak nabrał temperatury lepiej, ale nie jestem do niego przekonana. Wstrzymałam się z jego wypróbowaniem.
Pożyjemy zobaczymy. 
Jak na razie reszta KissBoxa przypadła mi do gustu i reasumując jestem z niego bardzo zadowolona :).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...